wtorek, 28 maja 2013

Znowu pada!

Nie wiem, dlaczego znowu pada... może tam nad nami ktoś nie zakręcił kranu i wyszedł. Nie lubię mieć mokrego futerka, bo wtedy jest mnie mniej... a Kotka powinno być jak najwięcej... i do tego wyglądam jak zmokła kura, a to już w ogóle nie do przyjęcia.
Ale z drugiej strony - taki deszcz ma swoje zalety. Na przykład bębni o dach a to napełnia wszystkich zadumą... i skłania do myślenia... oraz drzemki. Mój kolega Ślimak jest zawsze taki ospały, bo zawsze nosi dach nad sobą i jemu bębni przy każdej okazji.
Ale jak się siedzi pod samochodem to nie bębni. To znaczy może i bębni w samochód ale pod nim nie słychać... i nie ma tego poczucia luksusu. A pod blaszanym daszkiem śmietnika bębni. I na strychu też.
Tak sobie myślę, że bębnienie bardzo poprawia nastrój i skłania do marzeń.
Widziałem na śmietniku stare pałki od bębenka, w dobrym stanie. Tak sobie myślę, że w nocy wezmę pokrywę od kosza i zrobię koncert wiosennego bębnienia, żeby ludziom dac trochę luksusu i relaksu. Ludzie w mojej okolicy są ostatnio tacy zabiegani...

wtorek, 12 marca 2013

Wiosna

Ostatnio ciągle kapało i topniało... musiałem chodzić tylko po płotach, żeby nie moczyć futerka i wtedy kapało mi na głowę a nie mogłem uskoczyć na bok, bo tam były kałuże. A jak próbowałem chodzić pod samochodem sąsiada, to mogłem uskoczyć na bok, ale zewsząd kapał olej. Życie Kotka nie jest łatwe o tej porze roku. Chociaż z samochodu sąsiada kapie o każdej porze. Bez dna jest ten samochód albo sąsiad ciągle uzupełnia.
No i właśnie dlatego całe to przedwiośnie wyszło mi bokiem. Jak to jest, że tyle rzeczy wychodzi nam bokiem, chociaż nie mamy z boku drzwiczek? A może mamy... Ale w ogóle takie wychodzenie chyłkiem i bokiem jest nieeleganckie. Dobrze wychowane Rzeczy tak nie postępują. Muszę kiedyś złapać je i wychować należycie.
W każdym razie przedwiośnie wyszło mi bokiem... juz miałem je złapać... patrzę w bok... a tu wiosna stoi. Nic dziwnego, że Przedwiośnie wyszło skoro Ona przyszła.
Taka jakaś trochę dziwna. Nieduża, w kurtce ciepłej ale rozpiętej... z szalikiem w kwiatki powiewającym na wietrze... trochę ruda i bez czapki... stala na bosaka w kałuży na środku łąki i kichała. Stanąłem sobie cichutko i patrzę... bo może to nie wiosna tylko wariatka albo Wujek Piotrek w przebraniu... A ona coś majstruje przy gałązkach wierzby.
Jak się przyjrzałem lepiej, to zobaczyłem, że wyciąga z gałązek pączki... a z nich powolutku wychylają się kocanki.
No to już wtedy wiedziałem, że przyszła wiosna. A ona wtedy mnie pogłaskała i poszła dalej. Pewnie teraz idzie do Was.

czwartek, 7 marca 2013

Marcowanie...

Ostatnio jestem okropnie zapracowany. Normalnie to śpię tylko cztery godziny na dobę a przez dwadzieścia drzemię ale marzec to co innego. W Marcu wszystkie Kotki są tragicznie zakochane... I to wcale nie jest tak, że kochamy miesiąc Marzec bez wzajemności. Jakby miesiące mogły kochać, to kochały by Kotki, bo jak nie nas, to kogo? Ale miesiące chyba nie mają uczuć. A raczej... mają tyle, ile w nich ulokujemy.
No i ja właśnie lokuję moje uczucia w Marcu. Znaczy, nie tylko ja. Wszystkie Kotki i ze Wszystkich Kocich Sił! Mamy doroczny sezon kot-certowy na płotach. Bo w Marcu... jesteśmy zakochani!
Tak dla zasady. To się nazywa: marcowanie.
Każdy z nas występuje od wieczora aż do upadłego... Śpiewamy na każdym płocie! Póki sił starczy!
Pechowcy nie  mają kogo kochać i przez to słabiej wypadają. Brakuje im uczucia w koncertach kocich czyli kot-certach.
Ale ja Kocham Kicię! Bez Kici nie ma życia! I w ogóle bez dziewczynek! Miau!




wtorek, 26 lutego 2013

Śniegi, Kotki i bałwany

To nie jest zbyt fajna pogoda dla Kotka... Jak jest mróz i śnieg sypie, to można pokicać... ale taki topniejący śnieg bardzo moczy łapki i klei się do ogonka a to juz nieelegancko wygląda. Kotki powinny dbać o ogonek. Dlatego bałwana robię tylko na płocie... bo wtedy mogę stać na suchym kawałku płota. W taką pogodę najbardziej lubię siedzieć za oknem gdzieś na klatce schodowej i patrzeć na śnieg.
Wiecie jak to jest, kiedy słońce wyjdzie... i nie wiadomo, kiedy wróci. Lepiej poczekać w ciepłym miejscu.
Ale z drugiej strony - trzeba robić bałwana, bo to może być ostatnia szansa.
Tylko jak lepić bałwana, skoro on nam chudnie w oczach?
Najprzyjemniej byłoby ulepić go z czegoś, co nam nie stopnieje... czegoś smacznego i fajnego... i żeby to miało taki miły wiosenny zapach...
Kiedy się tak porządnie zastanawiam nad bałwanem, to wychodzi mi, że najlepszy byłby bałwan z wędzonych szprotek.
Muszę wstać i poszukać odpowiedniej ich ilości.

sobota, 23 lutego 2013

Kotochód

Jadę na wakacje... Wiosną, bo wiosną lepiej Kotki rosną. Tylko, że mój Mamromobil stoi, bo Pufek gdzieś poleciał i nie mam silnika. Może go zastąpić Myszami? Miałbym silnik o mocy 50 KM (KiloMyszy)... Ale jak to zrobić? Myszy są napędzane serem... ale strasznie dużo go zużywają. Jakbym zamontował Kotalizator... to będą mocniej pracować ale zużycie sera wzrośnie. Nie wiem, na co się zdecydować... Sprawa byłaby prosta, gdybym był serowym szejkiem, miał swoje szyby serowe i własną rafinerię ementalera... Ale nie mam.
Chyba napęd myszowy nie spełni wymagań.
Mógłbym też napędzać Mamromobil słoniem. Ma moc i w ogóle... ale jak ja mu sie odwdzięczę?
Im dłużej nad tym myślę, tym lepiej widzę najfajniejsze rozwiązanie.
Kotochodem zdrowiej.


środa, 13 lutego 2013

Jeżenie Kotka

Spotkałem jeża. Nie Jeża Jerzego, bo on teraz jest zajęty i nie pokazuje się na śmietnikach, ale takiego zwykłego... chociaż właściwie to niezwykłego. A może po prostu nienormalnego? No, bo czy jest normalny gość, który ma taką punk-fryzurę i zjada stonogi i dżdżownice? Błe... A u jeży to normalne. Znaczy: jak ktoś jest normalnym jeżem to normalnie robi nienormalne rzeczy.
To jest takie trudne jak "prawidłowo" i "lewidłowo".
Na szczęscie Kotki radzą sobie z takimi Trudnymi i Dziwnymi Problemami. O wiele lepiej niż ludzie. Po prostu idziemy spać a problem w tym czasie się rozwiąże.

czwartek, 7 lutego 2013

Ucieczka-Wycieczka

Parę dni temu eksperymentowałem z wyciekaniem. Najpierw sprawdziłem, dlaczego wycieka mleko z kartonu... Nigdy nie zgadniecie... Wyciekało, bo tam była dziura!
Potem okazało się, że cały świat cieknie... bo się ociepliło i cały ten śnieg popłynął. Świat jest dziwnie nieszczelny...
Potem sprawdzałem cieknący kran.
Okazało się, że to robota dla hydraulika a nie dla kota, ale to mi podsunęło pewien pomysł... 
Skoro może wyciekać woda i mleko z kartonu, to znaczy, że Kotek też może wycieknąć.
Zapakowałem mleczko w termos, dołożyłem puszkę rybek... i poszedłem na wycieczkę. Szedłem bardzo długo... i nie mogłem wyjść... może dlatego, że już gdzieś byłem. Jak się jest na podwórku, to można wyjść na ulicę, a z ulicy można wyjść na pole... ale jak Kotek już jest na polu, to bardzo trudno mu wyjść bardziej. Przecież w kosmos nie wyjdę na piechotę, a rakietą to byłby wylot.
I tak sobie myślałem, że taka wycieczka to bardzo trudna sprawa do wymyślenia.
Ale na szczęście znalazłem rozwiązanie. Poszedłem a wycieczkę do domu. Nie mojego... bo co by to była za wycieczka? a poza tym przecież ja mieszkam na polu.
No i byłem na wspaniałej wycieczce. Po prawej fotel, po lewej kanapa, trochę dalej pełna lodówka... no i te pączki... i masełko...
Każdy powinien to robić od czasu do czasu.