środa, 14 listopada 2012

Nie padać na Kotka!

Ostatnio ciągle coś kapało z góry. Najpierw myślałem, że to zepsuta rura nade mną... i przesunąłem się obok. Kotki lubią czasem wsadzić głowę pod kran albo łapać krople... ale to my wybieramy, kiedy woda jest fajna!
A tymczasem w nowym miejscu też coś na mnie kapało. No to przesunąłem się znowu. A tu znowu na mnie kapie. No powiedzcie sami - czy to jest możliwe tak samo z siebie, żeby kapało z rury zawsze na głowę? To nie może być przypadkowe, tu musi działać jakiś maniakalny hydraulik! Ma dziurawą rurę i tak nią kręci, żeby zawsze kapało na Kotka! Przesunąłem sie jeszcze trochę, żeby to sprawdzić. No tak - kapało! Od tego kapania zrobiło się mokro i w zasadzie nie miałem gdzie leżeć...  Ten hydraulik jest jakiś szalony - powiedzcie sami, po co on to robi? Pomyślałem, że jak go dopadnę, to wydrapię mu takie dziury, że będzie mógł sam przez siebie obserwować gwiazdy!
Tak mi się ten pomysł spodobał, że aż popatrzyłem do góry!
No i wtedy okazało się, że to nie żaden wariat z rurą i wodą, tylko deszcz pada. Na dworze spałem i nade mną nie było rur.
Coś podobnego! Byłem bardzo rozczarowany!

wtorek, 6 listopada 2012

Nieloty i przeloty

Zauważyłem wczoraj, że wrony na podwórku są jakieś takie inne... Zacząłem z nimi gadać i zauważyłem, że to nie nasze wrony! Jakoś tak z cudzoziemska kraczą. Akcentują na ostatnie KRAAAA... i to brzmi tak: kra-kra-KRA! A u naszych wron kra-KRA!-kra...
Okazało się, że na zimę przylatują do nas całkiem inne wrony... i mówią, że tutaj jest cieplej! A nasze wrony odlatują do ciepłych krajów, bo tu jest zimno. No to w końcu gdzie jest zimno a gdzie ciepło?
Ja wiem, że jest zimno w Kotka. Zresztą nie tylko we Mnie, ale w ogóle Kotkom bywa bardzo zimno... Może powinniśmy odlatywać do ciepłych krajów?

środa, 24 października 2012

Powroty Kocie

My, Kotki, jesteśmy podróżnikami. Zwłaszcza koci chłopcy lubią sobie gdzieś pójść... no, bo to jest takie fajne, i już. Ale jak już pójdziemy, to zaraz nam się chce wrócić.  Sami rozumiecie: jak nas nie ma, to się wszystko może wydarzyć! A poza tym  to jak dojdziemy Gdzieś (Gdzieś to taka wioska koło rzeczki Tamtej) to wtedy naprawdę czujemy, że w domu było lepiej... Tak sobie myslę że głównie po to się podróżuje, żeby wracać na stare śmieci. Chociaż niektórzy wracają na nowe śmieci - jak pod ich nieobecność ludzie znowu coś wyrzucą.

środa, 12 września 2012

Miauczenie ponad granicami

Moja przyjaciółka Marta przysłała mi życzenia urodzinowe w różnych językach ludzkich.
No i siedziałem ostatnio przy atlasie geograficznym, zeby zobaczyć, gdzie mówi się w jakim języku.
My, Kotki, potrafimy bardzo daleko podróżować ale zwykle nie widzimy powodu, żeby się ruszać z miejsca. Mógłbym wyruszyć w taką podróż życia i odwiedzić te kraje, gdzie się mówi tak ładnie... ale zamiast tego siadłem w leżaku wygodnie i pojeździłem pazurem po mapie.
W afrikaans (czyli afrykańsko-burskim): miaau
albańskim: mjau
angielskim: meow
arabskim (Algieria): miaou miaou
bengalskim: meu-meu
chińskim (mandaryński): miao miao
chorwackim: mijau
duńskim: mjav
estońskim: näu
fińskim: miau, kurnau
francuskim: miaou
greckim: niaou
hebrajskim: miyau
hindi: mya:u, mya:u:
hiszpańskim (Hiszpania, Argentyna): miau
holenderskim: miauw
indonezyjskim: ngeong
islandzkim: mjá
japońskim: nyaa
katalońskim: meu, meu
koreańskim: (n)ya-ong
niemieckim: miau
norweskim: mjau
portugalskim: miau
rosyjskim: myau
słoweńskim: mijau
szwedzkim: mjau
tajskim: meow meow (z wysoką intonacją)
tureckim: miyauv, miyauv
ukraińskim: myau
węgierskim: miau
wietnamskim: meo-meo
włoskim: miao

Przemiauczałem to wszystko... i rozumiałem, o co mi chodzi! Chciałem świeżego mleczka.
Patrzę sobie na ludzi, którzy tak często się nie rozumieją... może powinni przestawić się na język koci? 
To jest o wiele bardziej międzynarodowe!

piątek, 31 sierpnia 2012

Jeszcze są wakacje!

Zobaczyłem jakieś nerwowe ruchy na ulicy. Mama szła z dziewczynką i rozmawiały, że już po wakacjach. Trochę mnie to zmartwiło. Bawiłem się dobrze ale nie zrobiłem jeszcze wszystkiego, co chciałem. Według kalendarza mam jeszcze ostatni dzien wakacji... jeden dzień na wszystkie wakacyjne Kocie Plany! To wymaga Kociej Organizacji Czasu, bo inaczej mógłbym nie zdążyć. Przygotowałem sobie Koci Leżak, napisałem na nim z tyłu KOCIE STANOWISKO PLANOWANIA, wziąłem szklaneczkę mleczka... Słońce mnie trochę raziło, więc wyciągnąłem okulary... w takich warunkach mogłem już spokojnie planować resztę wakacji. A skoro mogłem spokojnie planować, to oczywiście zasnąłem. Przez sen my, Koty, myślimy o wiele lepiej.
Potem obudziłem się z głową pełną gotowych planów, wyspany, wypoczęty... wziąłem kartkę i zacząłem spisywać.
Na szczyt Himalajów nie wejdę, bo nie zdążę. Nad morzem byłem. Do lasu pójdę już po wakacjach, bo dzisiaj się kończą. I tak dalej.
Dużo jest akich rzeczy, tórych już nie zdążę
Ale jak o tych wakacjach pomyślę, to i tak były fajne. Czyli najważniejszy punt planu wypełniłem. A za rok będą następne. A i w roku szkolnym mogę robić mnóstwo rzeczy... Znaczy: ogon do góry i naprzód! Przecież odpoczywać mogę nie tylko do końca sierpnia. Ale skoro do końca sierpnia mam czas, to zdrzemnę się wakacyjnie... Pa!

sobota, 25 sierpnia 2012

Urodziny-zakociny!

Wczoraj był Specjalny Koci Dzień. Dzisiaj też jest. Przynajmniej dla mnie. Mam urodziny, tort i wszyscy mi składają życzenia. Normalnie czuję się jak król. To znaczy... zawsze czuje się jak król ale dzisiaj czuje się jak król na urodzinach. Zazwyczaj pamiętają o mnie Myszy i Świerszczyk Bajtek. A tym razem... normalnie nie mogłem się opędzić od życzeń zostałem nimi całkowicie zasypany i... no i co było robić. Leżałem pod życzeniami, czytałem je kolejno i zdejmowałem z siebie...  I takie były fajne, że jak je wszystkie przeczytałem i wylazłem na wierzch, to musiałem jeszcze raz wszystkie przeczytać. A potem przyszły Myszy z tortem, takim jaki zawsze robią na nasze wspólne świętowanie: rybkowo-serowym. No to przeczytałem te wszystkie życzenia Myszom. Aż im się ogonki pozwijały z wrażenia. Myszy nie są za bardzo popularne. Ludzie wolą białe szczury albo chomiki. Ale te moje się tym nie martwią - dopóki mają coś dobrego do jedzenia, to nic ich nie zasmuci.
No i w sumie to wczoraj cały dzień świętowaliśmy, dlatego pomyślałem, że dobrze byłoby urodziny rozciągnąć na dwa dni.
Bo zabawa jest jak guma: można ją rozciągać, dopóki jest dobra!

poniedziałek, 20 sierpnia 2012

Bujać to my!

Mądrość Kocia nakazuje zachowywać się dobrze w dobrym towarzystwie... No wiecie - jak się spotkam z dobrym ludziem, to mu mogę pomruczeć, czasem sobie ucieknę przed Pufkiem, jak psina nie ma kogo gonić i tak dalej.
Ale są takie chwile, kiedy bardzo trudno jest zachowywać się grzecznie. Wczoraj poszedłem do ZOO. Chciałem odwiedzić tygrysa, żeby pogadać z Nim o paskach. Ale zabłądziłem i trafiłem do skunksów... no i wiecie... skunksy bawią się po swojemu: chodzą i robią sik-pstryk, a publiczność ucieka. Grzeczność nakazywała robić to co gospodarze, znaczy: skunksy. A ja zamiast tego uciekłem razem z resztą publiczności. No wstydzę się tego i już... ale co miałem zrobić? Nie umiem tak, jak skunksy. Potem siedziałem na płocie obok hipopotamów. Nie wiedziałem, czy wypada mi je odwiedzać, bo słabo pływam. Może mógłbym je zaprosić na płot? Zaśpiewalibyśmy sobie:
WLAZŁ HIPCIO
NA PŁOTEK
I MRUGA!
Ale kiedy zacząłem je zapraszać to one wcale nie chciały do mnie przyjść. A mrugały do mnie! No, nieładnie. Płotów nie lubią, czy co?  Albo wstydzą się śpiewać. Może to o to chodziło. Na świecie jest chyba bardzo dużo nieśmiałych hipopotamów, bo jeszcze nigdy nie widziałem, żeby siedziały na płocie czy na drzewie i śpiewały. Jak są nieśmiałe to nie będę ich namawiał. Po co mają się wstydzić.
Później odwiedziłem wydrę, bo ona je rybki, tak jak ja czasami. Trochę to było kłopotliwe, bo ona mnie zapraszała do wody... a te rybki też się moczyły... a ja tak nie lubię wody! Błe! No i siedziałem na brzegu i udawałem, że nie widzę rybek a wydra leżała na plecach w wodzie i udawała, że ich nie zjada. To chyba nie było udane przyjęcie. 
Az w końcu trafiłem na małpki. Takie w moim rozmiarze! No i to było dokładnie to, o co chodzi, bo lubimy się bawić w podobny sposób.
Kolegów trzeba szukać tak, żeby mieć wspólne zainteresowania...


piątek, 10 sierpnia 2012

KBK czyli Kurs Bycia Kotem

Oglądałem kotburgera... nie ma się co dziwić, to taka ludziowa telewizja dla kotów. I powiem Wam, że albo ta telewizja kłamie albo pokazuje jakichś strasznie zagubionych facetów...
Na przykład jeden taki kot mówi, że chciałby być taki popularny jak Garfield. Zadzwoniłem do Garfielda, żeby go zapytać, po co mu to występowanie w gazetach? A on mówi, że po nic, ale robi to dla swoich człowieków, bo ten jego ludź nie zarobiłby nawet na pół lasanii.
No i wtedy mnie oświeciło... Muszę poprowadzić Szko-LENIE. To są takie specjalne zajęcia dla tych, co w SZKOle LENIli się zamiast uczyć i teraz muszą nadrabiać w wolnym czasie.
Będę uczył tych SZKOLnych LENi, co to znaczy być Kotem.
No wiecie, takie ważne sprawy jak trzymanie ogona w górę we właściwych momentach, układanie się brzuszkiem do słońca, a przede wszystkim: jak nie wykręcać kota ogonem.
Dzisiaj lekcja pierwsza: Kociekawość.
Koty nie wsadzają nosa w cudze sprawy. Ale muszą wiedzieć, czy mięsko w kanapce jest wystarczająco smaczne!

niedziela, 5 sierpnia 2012

Sztuka układania Psa

 Dzisiaj trochę padało rano i poszedłem do biblioteki, żeby troszkę pogrzebać na półkach, poczytać... pomamrotać spokojnie... no, takie tam Kocie Sprawy.
I trafiłem na książkę o Układaniu Psów. Miała ze sto zdjęć i rysunków i z pięćset kartek... Nie wiedziałem, że zwykłe układanie psa to taka wielka rzecz... Fascynująca i trudna też. Zanim się psa ułoży, może minąć kilka miesięcy... Dzięki tej książce zrozumiałem, dlaczego Pufek biega jak głupi: on jest po prostu jeszcze nie ułożony. I zrozumiałem jeszcze po czym poznać, że Koty są mądrzejsze od psów.
My się same układamy, jak tylko znajdziemy wygodną poduszkę.

środa, 1 sierpnia 2012

Wspomnienie z wakacji


Byłem nad morzem. Morze latem jest bardzo fajnym miejscem dla kota... to znaczy nie sama woda ale okolice. Domki mają mnóstwo krzaczków wokół, można się tam schować, są rybacy i wędkarze, u których można coś zjeść, no i na plaży ludzie idą się kąpać i zostawiają obiad z wędzoną rybką bez opieki. To przecież oczywiste, że Kotek musi się tym zająć. No i te wędzarnie... takie pachnące i prawie otwarte... Trochę dymią, ale warto przy nich posiedzieć, bo pachną. No i kiedyś tak sobie siedziałem i wąchałem... czasem dym mnie owiał mocniej a czasem słabiej... a kiedy ten pan od wędzarni się odwrócił - wyszedłem zza komina i złapałem dwa wędzone śledzie. I już miałem sobie iść, kiedy ten pan pyta mnie groźnie: A TY CO TU ROBISZ? Powiedziałem coś w rodzaju JABUMBAMBA!... no bo trudno jest mówić, kiedy się ma dwa śledziki w mordce tak, że im tylko ogonki wystają. A ten pan się nagle miło uśmiecha i mówi coś o afrykańskich turystach i tradycyjnej gościnności... i zamiast zabrać mi te śledzie, to tylko życzył smacznego.  Nie wiedziałem, o co mu chodzi... Na wszelki wypadek poszedłem zjeść te śledzie jakby nigdy nic gdzieś dalej... patrzę w lusterko przy straganie z okularami a tu całe futerko mam okopcone dymem z wędzarni. I wyglądałem tak:


Właściwie to zrobiłem sobie taki mały kawałek Afryki nad Bałtykiem...
A wszystko dzięki wędzarni i śledziom! To się nazywa egzotyka!

czwartek, 12 lipca 2012

Na wakacje!

Jako Kotek pracuję bardzo ciężko. No normalnie to jest taki ciężar, że trudno udźwignąć... I dlatego postanowiłem wezwać słonia na pomoc. Bombi jest silny, uniesie wszystko... To niech weźmie mnie i moje bagaże i jedziemy na wakacje. A co będziemy sobie żałować?
Będę kręcił się po porcie rybackim i jadł wędzone rybki, a Bombi chce się wypluskać za wszystkie czasy. Wiecie, że jak słoń się zanurzy i wystawi tylko trąbę, to wygląda jak łódź podwodna z peryskopem? No to patrzcie tutaj...
W każdym razie ruszamy nad morze na dwa tygodnie. Jak wrócę, to Wam wszystko opowiem...


wtorek, 3 lipca 2012

Przemyślenia Kocie

Znalazłem na swoim podwórku poduszkę. Leżała w słońcu, więc na pewno ktoś ją zostawił specjalnie dla mnie.
KIedy kotek leży sobie wygodnie - można Go głaskać, ale nie należy przeszkadzać.
Po pierwsze dlatego, że w taki upał nic mi sie nie chce, więc nie trzeba mnie zmuszać do pójścia Gdzieś Indziej, a po drugie dlatego, że Kotek na poduszce zajmuje się myśleniem... nawet, jeśli wcale na to nie wygląda. A świat bardzo potrzebuje Kociej Mądrości...
Chciałem sobie coś przemyśleć. Ale właściwie, to jak to się pisze: przemyśleć czy przemyśledź? Co ma śledź o tym myśleć? Czy trudno jest śledzić śledzia? Czy śledź przemysłowy może lepiej przemyśledź różne rzeczy niż zwykły śledź? Czy śledź śledzi wydarzenia na lądzie czy tylko w morzu? Bo w morzu śledzie całymi stadami pływają tam, gdzie nic się nie dzieje - to znaczy, że chcą być w porę na miejscu, kiedy Coś się zacznie.
Takie trudne pytania wypełniły mi głowę... i z tego wszystkiego musiałem się zdrzemnąć. Ale czy można drzemać bez dżemu? Czy dżem jest podstawą drzemki? A może podczas drzemki robi się dżem? czy jam-session to jest sesja zjadania kanapek z dżemem? A może podczas drzemki trzeba się drzeć?
I jak Kotek ma spać, kiedy Głowe Kocią wypełniają takie trudne pytania? No jak?
Powiem Wam, jak: długo i z przyjemnością.

niedziela, 1 lipca 2012

Dzień Pod Psem!

Dzisiaj spałem na koszu... bo chłodniej... i myślałem sobie, że jestem Kotem Sukcesu! No bo mam wszystko, co chcę. Ale z psem jest całkiem inaczej... Pies bardziej potrzebuje szefa niż rozumu... dlatego czasem muszę szefować Pufkowi. Psa trzeba mieć i chcieć, bo inaczej pies jest nieszczęśliwy. A wtedy nic dobrego się nie dzieje... Jak Pufek jest nieszczęśliwy, to wyje albo piszczy. A jak jest szczęśliwy, to biega jak głupi, wsadza wszędzie nos i robi: Pufff... Pufff...
Każdy widzi, że lepiej, żeby było mu dobrze.
No to, ludzie... Kochać Psa! Nie tylko dzisiaj. W ogóle kochać i chcieć Psa, bawić się z Psem, biegać za psem i rzucać mu patyczki! Wszystkim się od tego poprawi. A koty będą wtedy mogły się wyspać.

piątek, 29 czerwca 2012

Raczej nie

Poszedłem nad rzeczkę i zastanawiałem się... czy w tataraku można spotkać raka? Czy taki rak z tataraku ma tatę-raka?
Żadna rybka nie wyszła z wody. A ja miałem ochotę na sushi... No i położyłem się na pomoście nad stawem... taki był nagrzany i pachniał okoniem... i zacząłem sobie mruczeć.

Rak się arakiem się uraczył
gdy go w stawie leszcz zobaczył.
Leszcz przyśpieszył ruch swój jeszcze
by wiadomość podać z dreszczem:
Panie Raku! w tataraku tata raka tkwi, nieborak!
Rak oniemiał.
Zadygotał.
Leszcz wiadomość wyterkotał
lecz nie wspomniał, ta pokraka,
czy to tato tego raka...
Raka wieścią zdenerwował
i się w tataraku schował!
Rak zostawił na dnie trunek,
ruszył tacie na ratunek.
Lecz, że opił się araku
płynął trochę "po pijaku",
zarył na dnie w muł z przechyłem
bo z wrażenia płynął tyłem...
I dowiedział się od brata
że to nie był jego tata!

Tak sobie myślę, że rybka raczej sama do mnie nie przyjdzie...

środa, 27 czerwca 2012

Głaskanie

Ludziom się wydaje, że jak się głaszcze mocniej to jest lepiej. A to tak, jakby od mocniejszego naciskania smyczka wychodziła lepsza muzyka ze skrzypiec...  a potem taki skrzypek dziwi się, że smyczkiem instrument sobie przepiłował.
Jak będziecie głaskać za mocno, to kotek sobie pójdzie.
Bo głaskanie to specjalna czynność. Nie trzeba się popisywać siłą, mocą itd... Jak ktoś jest taki silny, to niech idzie do kuźni sprężyny prostować.
Kotka trzeba głaskać delikatnie... najważniejsze to zwracanie uwagi na Niego... wybieranie miejsc, gdzie mu jest najprzyjemniej... To się po mruczeniu poznaje, jakby ktoś nie wiedział.
I koniecznie trzeba się cały czas zachwycać. Ale nie tak po ludziowemu, tylko całkiem - żeby nie zostało w ludziu miejsca na nic oprócz zachwytu Kotkiem. To można poznać po tym, że ludź od takiego głaskania sam zaczyna mruczeć. 
I zanim się zacznie głaskać Kotka - dobrze jest potrenować na ludziach.

wtorek, 26 czerwca 2012

Znienacka!

Zasnąłem sobie a tu na mnie wyskoczył Pies Pufek. Znienacka wyskoczył! No to ja też wyskoczyłem... i uciekłem. A teraz się zastanawiam: Jak on wyskoczył znienacka, to skąd ja wyskoczyłem? z nacka? I co to jest nacek? A może to nacko albo Nacko? Nad Wisłą mogłaby być taka miejscowość, no bo w Szwecji  jest miasto Nacka... i to jest stare miasto! ma z tysiąc lat!
Ale gdyby ktoś wyskakiwał w Szwecji to wyskakiwałby z Nacki a nie z Nacka... czyli to jednak nie o to chodzi... A w Polsce nie ma miasta o nazwie Nacko... Sprawdziłem, czy jest miejscowość Nienacko, bo podobno stamtąd przychodzi nagłe zakochanie... Ale nie znalazłem. A może to przychodzi zza nacka albo spod nacka?
Ale w sumie to łatwo to zrozumieć. Jak nie wiadomo, czym jest nacek i gdzie leży Nacko, to ten, co wyskakuje z nie-nacka może wyskoczyć z każdego miejsca... które nie jest nackiem. To proste. Gorzej mają ci, którzy chcą wyskoczyć z nacka.
A jeśli nacek i nienacek to bracia? Był taki fajny pisarz, który nazywał się Nienacki... on by pewnie wiedział...
Tak mnie zmęczył ten nacek i nienacek, że jestem głodny i idę na placek.

sobota, 23 czerwca 2012

Wyciekłem

Znalazłem ostatnio książkę do fizyki, w której pisało, że płyn tym się różni od ciał stałych, że wypełnia pojemnik, do którego się go wleje... A ja to czytałem siedząc w pustej plastikowej misce... I zobaczyłem w odbiciu szyby, że całKOTwicie ją wypełniam! I do tego moi koledzy tak samo wypełniają każdy pojemnik, w którym im wygodnie!
Czy to znaczy, że KOTEK JEST PŁYNEM? Tak jak woda albo sok? Okropnie się wystraszyłem, że mnie ktoś wypije. Ale zaraz coś zrozumiałem... My, Kotki, leżymy w ciepłe dni i nagrzewamy futerko. Nikt nie będzie w upalny dzień pił czegoś, co jest gorące! No, mamy jednak głowy na karku i w ogóle...
Z tego wszystkiego przeciągnąłem się w misce... i tak jakby się z niej wylałem. Jak woda wyciekłem! A skoro już to zrobiłem, to pomyślałem, że pójdę coś pooglądać za miastem! A co? Skoro Kotek jest płynem, to może sobie czasem wyciekać na wycieczkę! To zdrowo!



wtorek, 19 czerwca 2012

Na topie

Ludzie tworzą różne dziwne wynalazki. Na przykład muszą być na topie. Albo na czasie. Jak chciałem być na czasie, to sobie usiadłem na zegarku... Nic wielkiego ale potem okazało się, że to nie o to chodzi. Zresztą zegarek od tamtej pory też nie chodzi. A ja myślałem, że jak na nim siądę, to razem gdzieś pójdziemy...
A z tym topem też jakaś tajemnicza sprawa, bo widziałem na wystawie sklepu bluzeczkę z napisem TOP DAMSKI... no i teraz nie wiem, bo przecież nie chodzi o to, żeby usiąść wysoko na dziewczynce... w każdym razie nie widziałem, żeby "goście na topie" siedzieli dziewczynkom na karku.
Ale może to chodzi o wlezienie gdzieś wysoko? Na drzewo albo słup?
No bo ludzkie dziewczynki są najczęściej niższe od chłopaków.
Sprawdziłem i wlazłem na drzewo - no bo może jak będę na drzewie to będę też na topie?
Ale nic się nie zmieniło i dalej nie wiedziałem, o co chodzi.
I z tego wszystkiego zajrzałem do słownika i teraz już wiem.  Na czasie - to znaczy robić to, co prawie wszyscy wtedy, kiedy inni też to robią.
Nie do końca to łapię - Kotek jest po to, żeby robić co lubi, wtedy, kiedy ma ochotę a nie stosować się do tego, co mu powie inny kot. A top to jest szczyt masztu... czyli na topie - to na szczycie.
Ale czasem mogę coś zrobić. Zwłaszcza, że ja zawsze jestem na topie, bo to ja ustalam, gdzie jest ten top.
I wtedy jest na tip-top.

niedziela, 17 czerwca 2012

kototikony

Tak sobie pomyślałem, że jak ludzie nie wiedzą czy ktoś ich dobrze przeczyta, to wstawiają emoticon.
Ale to jest dobre dla ludzi, bo oni mówią tylko słowami.
A dla kotków to za mało, bo my mówimy też ogonkiem, postawą... no, całym Kotem się rozmawia. I to czasem bez słów. No i jest jeszcze Kocie Paczenie... a to już osobna dziedzina wiedzy.
Dlatego parę dni temu siadłem sobie z grupką przyjaciół i spisaliśmy emotikotki oraz kototikony...
Emotikot służy do pokazania kocich uczuć... a kototikon wyraża Kocie Spojrzenie Na Sprawę.

n~ - to jest jak Kotek się spieszy, odchodzi i opuści ogon... znaczy: nie mam teraz dla ciebie czasu, Kochanie.
n? - jak Kotek podejdzie i paczy... znaczy: co masz?
Q: - jak kotek śpi ale słucha z uwagą
Q; - jak Kotek mówi: TYLKO PO TO MNIE BUDZIŁEŚ?????
^oo^ - coś takiego?!!
^..^ - mów dalej, słucham cię...
<:3~ - MYSZlałem o tym
<:)>< - dla mnie to rybka!
^~~^ - trzeba się z tym przespać
^**^ - daj mi to!
@'' - śmietanka?

piątek, 15 czerwca 2012

Mecz na mleczach...

Zastanawiam się nad piłką nożną. Piłkę z rożna rozumiem. To taka gra: trzeba znaleźć rożen albo gril, na którym pieką się kurczaki, jak się odwróci ten pan, co piecze, to Kotek zabiera z rożna kurczaka a wsadza piłkę. Jeśli to się uda, to Kotek ma punkt... i kolację.
Ale piłka nożna kryje w sobie tajemnicę... i to nie jedną.
Na przykład: na bramce zawsze stoi fryzjer ze schowaną maszynką. Nie wiem, po co mu ona... bo piłka nie ma brody ani wąsów. Ale może jest tak, że od czasu do czasu kopią mu piłkę brodatą?
Bo zawsze jak piłka wpadnie do siatki, to ludzie krzyczą: GOL! Ostatnio ludzie okropnie napalili się na usługi fryzjerskie, bo często to słyszę. Pewnie sprawdzają, czy się połapie i ogoli na czas. A może ta piłka ma brodę? Bo jak kiedyś siedziałem za bramką to te wszystkie piłki w siatce były już łyse i bez brody. On musiał je w locie ogolić. Dobry jest... muszę na niego uważać. Jeszcze mi ogonek ogoli.
I trochę nie rozumiem, dlaczego kopią tę piłkę tam, gdzie nie ma tych panów, co by chcieli ją złapać. Przecież to niegrzeczne. Powinni do nich podawać, każdy chce chwilę pobawić się piłką!
W każdym razie tajemnicze to wszystko... a ja jestem ciekawy... no przecież jestem Kotem! Zbadam to. Na trawniku niedaleko rosną mlecze. Zagram mecz na mleczach, z mieczem na wszelki wypadek. I niech mi ktoś spróbuje przerwać!

środa, 13 czerwca 2012

Gramy!

Wczoraj wieczorem leżałem sobie przed zakładem fryzjerskim. Nagle: hałas! Jakiś pan w biało-czerwonej koszulce wpada do fryzjera i krzyczy: Gol! A fryzjer łaps go za ramiona, wciska w fotel i maszynką goli głowę na zero... i to nie odrywając wzroku od telewizora.
To dlatego na ulicach widze tylu krótko ostrzyżonych panów...
Myślę, że to fajnie jest tak od czasu do czasu pograć w coś. Jak byłem mały to grałem w hokeja na betonie... grało się czym popadnie: papierkami, patyczkami, raz nawet zagraliśmy jajkiem, ale przyleciała wrona i je zabrała...
Piłką nie graliśmy, bo ciężko grać czymś, co jest większe od Kotka.
Ale teraz bym mógł, bo już jestem trochę większy od piłki. Tylko w co tu grać?
W psiatkówkę mógłbym grać z Pufkiem.
W piłkę do metalu nie gram, bo za bardzo zgrzyta.
W piłkę motorową też nie - dygocze i jest za głośna.
W piłkę wodną zagrałbym chętnie z rybkami ale ja bym grał na lądzie, bo nie chcę się zmoczyć. Lubię rybki.
W piłkę zręczną to w zasadzie mogę z każdym wygrywać... bo jestem najzręczniejszy. To trochę nudne.
W kocikówkę właściwie z każdym kotem.
W piłkę z rożna chyba tylko z panami z grilla... jak tam u nich pachnie... Zagram po obiedzie.

piątek, 8 czerwca 2012

Świat się kręci wokół kotka

Wielki uczony Kotpiernik obliczył, ze świat musi się kręcić wokół Kotka, bo inaczej kręci się dygocząc i gubi śrubki. Poza tym wiadomo, że jak coś się kręci to oś obrotu pozostaje nieruchoma. Dlatego, jeśli widzimy w domu śpiącego nieruchomo Kotka, to na pewno ten dom kręci się wokół niego. A jeśli dom kręci się wokół kogoś innego, to kotek też się kręci po domu i dostaje choroby morskiej. I kto to ma posprzątać?
Poza tym Kotpiernik odkrył, że mocniejszy Kotek wypiera słabszego z pudełka, ale to wcale nie znaczy, że silniejszy jest lepszy. To tylko ludzie nie rozumieją takich rzeczy...
Myślałem o tym w pudełku, bo głębokie pudełko pomaga w głębokich przemyśleniach... Ludzie nie siedzą w pudełkach i dlatego są mądrzy po wierzchu.
A ja się zastanawiałem nad doczepieniem kółek do pudełka. Mógłbym wtedy zabrać ze sobą pudełko na wakacje i miałbym pudełko kempingowe. Ale trzeba uważać z jeżdżeniem w pudełku, bo jak się zablokuje jedno kółeczko, to się kręci w kółko, jak czlowiek, kiedy myśli o tym samym.
Pięć minut w pudełku i tyle pomysłów... aż mi się w głowie zakręciło.
Pójdę na kocimietkę...

czwartek, 7 czerwca 2012

mizianie Kotem... misianie Kota...

Jak był Dzień Dziecka, to biegałem z małym misiem i miziałem ludziów. Strasznie się zmachałem tym mizianiem, ale było fajnie.
Oczywiście musiałem się potem przespać, pomyśleć... I tak sobie pomyślałem, że warto byłoby teraz samemu zostać pomizianym. No wiadomo... po brzuszku... czymś miękkim, takim, jak ten mały miś, którym ja miziałem. Najważniejsze: MIZIAĆ TAM I Z POWROTEM AŻ DO WYDOBYCIA Z KOTKA DŹWIĘKÓW GŁĘBOKO MRUCZĄCYCH!
Jak mruczę to nic innego nie chce mi się...
No właśnie. Jest dużo gatunków misiów: są misie polarne, brunatne, czarne, pluszowe, nudzimisie, niechcemisie, ziewamisie, gadamisie (te są trochę podobne do krokodyla), fajnieleżymisie (te są długie i nieruchliwe)... Najważniejsze, żeby miś był gruby, miękki i puchaty.
Fajnie jest się przytulać do misia...

No i jak tak sobie myślałem, to przyszedł taki wielki niedźwiedź, wziął mnie pod pachę i zasnął.
I wiecie, co sobie pomyślałem?
Jak miś przytula, to nie trzeba marudzić na rozmiar, tylko korzystać.

wtorek, 5 czerwca 2012

Prawidłowo

Słyszałem, jak tata tłumaczył synkowi coś i powiedział: Zrób to prawidłowo. A do mojego kubła ktoś wyrzucił stary kodeks drogowy, w którym co pół strony jest mowa o prawidłowościach...
I teraz tak się zastanawiam, co to znaczy. Niedaleko jest sklep szewski i tam mają prawidła do butów. Prawidła to takie rzeczy, które się wkłada do butów. Czy "prawidłowo" to znaczy "w butach"? Znaczy: boso nie można? Czyli w jaki sposób Kotek ma jeździć swoim samochodem prawidłowo? Albo jak ludzie mają prawidłowo umyć nogi?
A jeśli prawidłowo to w butach, to jak jest "lewidłowo"? Na bosaka?
Czasem myślę, że ludzie urządzają świat tak, żeby nadawał się tylko dla Kota w Butach.
Powidłowo jest najlepiej.

niedziela, 3 czerwca 2012

Podróżnicza kocigrafia

Lubię spać.
Jak się Kotek wyśpi, to ma lepsze pomysły.  Ludzie nie wiedzą, jakie ważne jest spanie i dlatego chodzą jacyś tacy otępiali po ulicach. A mnie przyszedł pomysł do głowy. Postanowiłem zostać podróżnikiem. To jest takie trendy-owędy. Kłopotliwa sprawa, bo ludzie uważają, że w tym celu trzeba daleko iść.
Ludzie się nie znają.
Najpierw spróbowałem spać pod różą.
Niezłe, ale przyszedł Pufek, szczeknął, podskoczyłem... no i nadziałem się na kolce.
Pomyślałem sobie, że nie ma róży bez kolców i poszedłem spać pod rurą. Za to są rury bez kolców. I to wyłącznie!
Tyle, że okazało się, że rura ma swoje wady.
Kapnęła na mnie woda, bo ta rura ciekła. Mógłbym spać na rurze ale wtedy byłbym nadrurznikiem... i to nawet, gdyby było mi ciepło.
Duża różnica w pisowni! A jak cię widzą, tak cię piszą. Ale jak mnie ktoś popisze to go podrapię, graficiarza...
Ale jak o tym myślę, to przecież Kot pod rurą - to podrurznik.
To jednak nie to samo.
Musiałem to przemyśleć. Znaczy, wiadomo, przespać się na ten temat.
Najpierw spałem pod samochodem.
Później pod balkonem na parterze.
Następnie na gałęzi... za to pod liściami.
Potem kotem pod płotem.
I pod żywopłotem.
I wymyśliłem: podróżnik to kot, który śpi pod różnymi rzeczami.

A jak już zostałem Podróżnikiem, to wziąłem mapę. Jest jezioro Kociewie... i Mamry...
Jezioro Kocie w gminie Borne Sulinowo i Jezioro Kot koło Mrągowa (jaka mruczna nazwa!). Mógłbym mruczeć w Mrągowie za płotem nad Jeziorem Kotem a potem mamrotać na Mamrach i zakocić Kociewie.
A wszystko to wiem od Pań z biblioteki miejskiej w Iławie. Chyba muszę tam pojechać.

piątek, 1 czerwca 2012

Dzień Dziecka

Dzisiaj jest bardzo specjalny dzień. Może nie taki specjalny jak dzień Kota, ale też całkiem, całkiem.
Myślałem wczorrrrrrrrraj, jakby to uczcić. W TAKI dzień daje się dzieciom to, co najlepsze a nie ma nic lepszego niż Kotek...  ale przecież nie dam rady każdemu dziecku usiąść na kolanach.
No i mam kłopot na miarę Kota!
Jakbym chciał zakocić każde dziecko, to miałbym po ćwierć sekundy na osobę. Kotki nie mogą się tak śpieszyć! To nie kocie!
No i co? Sprezentować po jednym "mrumiau-rrrrrrrhrrrr" na osobę? To skąpstwo w ludzkim stylu!

No i wymyśliłem. Każdego pomiziam misiem w przelocie. Szybko, bo jest Was  dużo a ja jeden. Ale jak poczujecie coś miłego na buzi i nie będziecie wiedzieć, co to, to już wiecie, że JA!



wtorek, 29 maja 2012

Lataj Kotem!

Gdyby szprotki miały wrotki...
jak łapały by je Kotki?

Gdyby sokół siadł na cokół...
siadłyby gołębie wokół?

Gdyby łąkę ktoś zespawał...
jak wyrosłaby tam trawa?

Gdy lotokot straci polot...
czy zamieni się w samolot?

Tyle pytań w głowie rankiem...
chyba pójdę na śmietankę.
Kiedy nas myślenie boli -
czas na drzemkę. I smakołyk.

Obudziłem się dzisiaj... raniutko, tak około południa. Coś ćwierkało, gruchało, gołębie się umawiały na jakieś ptasie wyprawy. Wiecie, że gołębie lubią się bawić w wojnę? Udają, że są bombowcami i robię kupę do celu! Nie lubię gołębi.
W każdym razie w tym słońcu nagrzała się pokrywka od kubła, na którym spałem i zacząłem się zastanawiać nad Różnymi Rzeczami. I zobaczyłem dzięcioła. One ostatnio przenoszą się do miasta. I jastrzębie też!
I tak zastanowiłem się: jakim cudem dzięcioł wykuwa w drewnie dziury dziobem? Przecież dziób ma przymocowany do głowy, to tak, jakby walił głową o pień. A on stuka i wsuwa robaki. Poszedłem na drzewo, żeby to zbadać. Wlazłem na gałąź i palnąłem głową... myślałem, że zobaczę, jak robaki wychodzą, ale zobaczyłem gwiazdy. Normalnie jakbym był w jakimś obserwatorium astronomicznym! Ale zaraz znikły i tylko guz mi wyrósł na czole.
Dzięcioł to ma chyba ten dziób na sprężynach albo resorach z samochodu...

poniedziałek, 28 maja 2012

Zlewam w zlew...

Myślał Kotek o czymś nowym
siedząc w pudle kartonowym
Przyszedł lew by wypić krew,
lecz wystraszył go Pan Zlew.

Kotek w zlewie z lewej strony
troszkę zmoczył swój ogonek.
No i teraz jest ciekawy
czy wysuszy ogon z prawej?

Zastanawiam się jak to jest z kotkiem i wodą. No bo w zasadzie my nie lubimy się moczyć. Marzniemy od tego. Ale mój kumpel Farel robił się taki ładny i puchaty jak go trochę deszcz zwilżył, a Kinia lubi siedzieć w umywalce i odkręcać na siebie wodę z kranu... ale wtedy tylko głowę podstawia a łapki to już moczy niechcąco... A znałem też takiego Kotka, który lubił pływać w wannie, ale musiał mieć ciepłą wodę.
No bo jeśli chodzi o samo mycie, to najlepszy jest koci język. Jakby ludzie się wylizywali, to od razu wszędzie by ładniej pachniało.
No to może chodzi o to, że Kotek się lubi popluskać, jak ma do tego odpowiedni LUKSUS...
A co to znaczy, to wie tylko Kotek, więc nie wrzucajcie Go do wody, tylko dlatego, że sami powinniście się umyć.
A w ogóle to najlepiej jest w pudełku. Ile razy wejdę do pudełka, to tyle cennych myśli mi przychodzi do glowy, że muszę się z nimi przespać.
I wtedy odkrywam różne skomplikowane Prawa, na przykład PrawA Kociego Kształtu:
1. KOTEK MA KSZTAŁT POJEMNIKA, DO KTÓREGO WLEZIE.
2. KOTEK ZMIEŚCI SIĘ W KAŻDYM PUDEŁKU, W JAKIM MA OCHOTĘ POSIEDZIEĆ
3. POJEMNOŚĆ PRZESTRZENI ZALEZY OD CHĘCI KOTA

Dobrze jest być Kocim Fizykiem. Takim Einsteinem... chociaż Kotek jest taki mądry, że powinien się nazywac Zweistein albo Dreistein. Einstein jest dla ludziów.

piątek, 25 maja 2012

Ja pacze i myślę!

Czy wieloryb ma coś do ryb?
Czy kret miewa coś na oku?
Co gołębie międlą w gębie?
Czemu boczek rośnie z boku?
Jakie figle lubi beagle?
Kiedy żaba bywa słaba?
To są, proszę drogich gości,
w Kociej TV wiadomości!

Leżę sobie i leżę... i leżę... a jak już za dużo tego leżenia to leżę dalej, bo i tak nie mam nic do roboty.
Leżałem na parapecie i oglądałem telewizor przez okno.
Bardzo ciekawy. Taki relaksujący i w ogóle. Wcale się nie dziwię, że ludzie tyle czasu przed nim siedzą. Można naprawdę się odprężyć. Tylko chyba im się zepsuł, bo od ich strony coś migało i świeciło. No ale na szczęście im nie przeszkadzała ta awaria. Luzaki.

A ja postanowiłem zająć się poważną działalnością filozoficzną. Bo na świecie jest mnóstwo pytań! I nikt nie wie, jak szukać odpowiedzi, a filozofia zajmuje się właśnie takimi przypadkami...
No to ja zostałem filozofem: położyłem się wygodnie na plecach, wystawiłem brzuch do słońca, zacząłem na niego patrzeć i mruczeć. To dobra pozycja, żeby uwolnić KociUmysł od drobnych problemów i skupić się na Czymś Ważnym. Na przykład na Drzemce. A jak się obudziłem, to odkryłem Pierwsze Prawo Kociego Brzucha: brzuszek delikatnie smerany wydaje przyjemne mruczenie.
To bardzo ważne odkrycie! Bo jak się nie smera to brzuszek burczy i w ogóle jest kiepsko.

No a teraz pozostaje drugie poważne pytanie: kto ma smerać? Jak go znaleźć?
Nie wiedziałem, że odpowiedź przynosi kolejne pytania...
Ta cała filozofia to norrrrrrrrmalnie szalona przygoda!

środa, 16 maja 2012

Co widać?

Uczę się patrzeć przez lunetę. Poważna sprawa! Najpierw nic nie widziałem. Poszedłem do sklepu z reklamacją... Powiedzieli mi, że luneta jest w porządku, ale lepiej widać, jak się zamknie jedno oko. Wiedziałem o tym i im zademonstrowałem. Okazało się, że zamykam to oko, do którego ją przykładam.
Ale to i tak nic wielkiego, bo są tacy, którzy zamykają jedno i drugie oko, jak biorą lunetę albo teleskop. Może powinni używać lornetki?
A można też patrzeć przez drugą stronę lunety. Wtedy wszystko się oddala! I to jest sposób. Jesli nas goni pies, to patrzymy odwrotnie i pies jest daleko. A jesli sięgamy do kanapek z tuńczykiem, to przez lunetę sobie przybliżamy... i jest na wyciagnięcie ręki.
Chociaż z tym też trzeba uważać. Bo jak pies nie wie, że go oddalamy lunetą, to i tak nas pogryzie. A kanapki w ogóle nic nie rozumieją i dlatego nie da się jeść ich przez lunetę. A jak się patrzy przez dwie lunety w dwóch różnych kieruunkach, TO CO?

poniedziałek, 30 kwietnia 2012

Ciepło

 Zrobiło się ciepło i wiosennie. A to oznacza, że mam mnóstwo pracy: muszę się wygrzewać w tylu miejscach!

Gdy się zrobi ciepło w koń-
cu,
koty kładą się na słoń-
cu

No i tak marzą mi się takie gorące klimaty. Pojechałbym z Bombim do Afryki. Bombi mógłby sobie  spacerować a ja bujałbym się na jego trąbie. Ciekawe, co się czuje leżąc na słoniowej trabie, kiedy Bombi zatrąbi...
Oczywiście bym się opalał i mamrotał do rymów Afryka-dzika... Na przykład tak:
Zbieram patyki
prosto z Afryki
wybijam dziki
na bębnach rytm!

sam nie wiem czemu
dudnię do rymu
skaczę z łoskotem
jak dziki kot!

Tyle, że to trochę nie kocie zachowanie. I rytmy też ani nie kocie ani nie afrykańskie. Nie wiem, co mnie napadło, może słońce mi przygrzało? Z opalaniem trzeba uważać. No bo jak przesadzę, to będę wyglądał bardziej po afrykańsku, niżbym sobie życzył. Tak na przykład:

Przepraszam Was na chwilkę.
***
Przez chwilę wystraszyłem się, że mnie słońce doczerni i bede wyglądał jak słaba podróbka czarnej pantery albo niby afrykańskiego myśliwego. Bo Afrykanie są śliczni ale Afrykę trzeba mieć we krwi a ja jestem kotem z Polski. Najgorsze są podróbki. No i poleciałem do lusterka w sklepie, żeby zobaczyć, czy przypadkiem nie zczerniałem, ale na szczęście słońce świeciło na mnie przez gałęzie i opaliłem się tak:

środa, 25 kwietnia 2012

Pociągam za sznurki

Słyszałem, jak ktoś mówił, że bardzo się boi...
i że za tym wszystkim na pewno ktoś stoi.
Na tę wieść pokonałem wrodzone lenistwo
i z czystej ciekawości zajrzałem za Wszystko.

Niestety nie zdołałem nikogo tam spotkać,
lecz znalazłem wiele przestrzeni dla Kotka!
A przy tym jeszcze od dołu do góry
zwisały za Tym Wszystkim dosyć ładne sznury!

Uspokójcie się, ludzie, myszy i jaszczurki!
Za wszystkim stoi Kotek! I ciągnie za sznurki!

czwartek, 19 kwietnia 2012

Kot-kurs

Kot-kurs to konkurs. Ale to może też być kurs na kota albo na kocie sprawy, ewentualnie na Kocie Cele Mamrotkowe. To właściwie na jedno wychodzi.
Ja sobie dzisiaj kursowałem po mieście i normalnie mi odebrało mowę. Niby nikt nie zauważył, bo koty nie zniżają się do mówienia po  ludziowemu, niech ludzie uczą się kociego... ale wyobraźcie sobie, że na całych Alejach Jerozolimskich nie widziałem nikogo w koszulce z Kotkiem! I w sklepach też nie było.
Dlatego założyłem na Facebooku Wydarzenie Pod Nazwą: Tropimy Koszulki z Kotkiem!
Trzeba bardziej zakocić ludziowy świat, to się poprawi.

wtorek, 17 kwietnia 2012

Kto bije rekordy...

Pamiętecie jak biłem Rekord?

No to on, znaczy: Rekord, przysłał mi kolegę... Kolega nazywa się Roki.
Ledwie uciekłem na dach... a on pogonił za mną. Pierwszy raz widziałem psa, który tak wysoko skacze i biega po dachach. Poleciał za mna po garażu, po daszku nad śmietnikiem, po samochodach...
Gonił mnie przez całe osiedle, aż w końcu schowałem się w kościele. Podobno dawniej w kościołach było prawo azylu, to znaczy, że nikogo nie wolno było stamtąd  wyciagać ani tłuc... Nie wiem, czy to prawo działa do dzisiaj, ale pan kościelny był i działał. Pogonił Rokiego miotłą. A ja znalazłem na ławce książeczkę do nabożeństwa, w której pisało: kto mieczem wojuje, ten od miecza ginie. Dobrze, że Roki nie miał miecza...  Ale czy to oznacza, że pana kościelnego ktoś pogoni miotłą?

poniedziałek, 16 kwietnia 2012

We wronie mi się podoba
proporcja ptaka i dzioba.
A tukan to taka
ptasia pokraka
co dziób ma jak jakaś choroba!

Jak się zastanawiam nad wyglądem różnych rzeczy, to widzę, że wszystko zależy od proporcji. Na przykład dziób nie powinien być za duży u ptaków. Im większy, tym bardziej niejadalne.
A ogonek u Kotka powinien być puchaty... tu najważniejsza jest grubość... powiedzmy, żeby grubość ogonka stanowiła 1/5 jego długości... No i ważne sa proporcje drzemki i snu do reszty dnia.
Ja lubię spać przez dwadzieścia godzin na dobę, przez dwie godziny drzemać a przez resztę doby wypoczywam.

czwartek, 5 kwietnia 2012

Wielkanoc

Zastanawiałem się nad tym, co ma wspólnego Wielkanoc z jajkami. Może wtedy z jajek wykluwają się WIELKIE RZECZY? No bo przecież skądś się biorą Godzille na świecie... Nawet znalazłem takie kolorowe jajka, które nie wygladały jak żadne jajka ptasie, które znam... bo były w takie dziwne wzorki i kolorki. Na wypadek, gdyby z nich wykluwała się godzilla wlazłem na drzewo. Ale godzilla się nie wykluła, tylko Pufek przyszedł i obsikał to drzewo. I jeszcze mnie pytał, co wiem o wielkanocnych Kotkach... Ciągle mi ktos zadaje dziwne pytania o Kotki... a to o wielkanocne, a to o wierzbowe, a to o paskowe.
Ja jestem w paski, więc jestem jedynym prawidłowym kotem paskowym.
Wesołego Jajka i mokrego Dyngusa!

środa, 4 kwietnia 2012

Jakby gdyby co to ja tak jakby nic.

Gdybym miewał dochód - kupiłbym samochód
Gdybym był bogaty... sypiałbym na raty.
Gdyby nie był Kotem... goniłbym za złotem.


Jak tak leżę na murku i patrzę na ludzi... to trochę ich nie rozumiem.  Biegają zamiast spać... siedzą w domach zamiast poprzeciągać się na słońcu... Całą zimę mieli mało światła a teraz nie chcą z niego korzystać... a potem łysieją. Marudzą, że ich głowa boli. Albo jadą gdzieś daleko do Disneylandu tylko po to, żeby pobujać się na dużej huśtawce albo karuzeli. A przecież o wiele lepiej iść do najbliższego ZOO i pobujać się na słoniowej trąbie... Ludzie są dziwni. Trzymajmy się słonia!


poniedziałek, 2 kwietnia 2012

Kotek samochodowy


Przez parę dni mnie tu nie było... Jeździłem moim samochodem. Tak się nazywa, bo ma nogi i sam na nich chodzi. Jakby sam jeździł, to byłby samojed albo coś w tym rodzaju. W każdym razie nazwałem go "Mamromobil" i zapisałem się do Autokotomotomobilklubu.
Ale może "Mamrochód" byłoby ładniej?
Jak macie jakieś dobre pomysły, to napiszcie. To ważne, bo ścigałem się z gepardem i miałem pomysł... To znaczy ja się ścigałem a gepard nie zwracał na mnie uwagi, tylko bardzo szybko biegał. Ale wtedy miałem pożyczony pojazd, to się za bardzo nie liczył. Teraz mam swój. O napędzie Pufkowym.
No i pomyślałem sobie, że mógłbym pobić jakiś rekord... Pisałem Wam o tym... Jak Rekord o tym usłyszał, to przyszedł i mnie pobił. Ale tylko trochę, więc mu oddałem... no i w sumie wygrałem. Teraz Rekord leży i smaruje sińce maścią a ja majstruję przy moim Mamromobilu, bo spodobała mi motokotoryzacja.

Takie pojazdy to skomplikowana sprawa, mnóstwo części i w ogóle... Musiałem zbudować sobie garaż i oznaczyć prywatne miejsce na parkingu... Jak ktoś chce je zająć, to mój silnik szczeka. Mam od razu alarm! Ale postanowiłem zobaczyć, jak to robią ludzcy mechanicy, bo zawsze lepiej jest się nauczyć czegoś od bardziej doświadczonych. Poszedłem do warsztatu i zobaczyłem, że najważniejsze, co mają, to zdjęcia swoich dziewczyn na ścianie. No to ja też sobie takie zdjęcie powiesiłem w garażu, bo przecież chcę być prawdziwym mechanikiem!






piątek, 30 marca 2012

Koty nad Nilem z hipciem i krokodylem.

Dość daleko w rzece Nil
pływał sobie kroko-dyl.
Nad tą rzeką z Bożej Łaski
wędrowała zebra w paski.
Zebra jest płochliwa... zwłaszcza
gdy ją ściga gada paszcza.
Narobiła, biedna, wrzasku
w strachu wyskoczyła z pasków...
i uciekła.
Rzekła: Co tam!
Paski znalazł hipopotam.
Uznał, że to piękne wdzianko
i się zajął mamrotanką...

Tak w ogóle to byłem w ZOO. Widziałem hipopotama... i uważam, że jakby bardziej przypominał tygrysa (albo MNIE) to byłby ładniejszy. Mamropotam to jest TO!
No ale nie każdy może być Mną, więc mu wybaczam. Robi, co może. I tak jest dość interesujący... chociaż okropnie mokry.
Przeczytałem, że dawno temu w Egipcie nad Nilem uważano, że Koty są święte... bo są śliczne.
No proszę... ludzie też potrafią wymyślić coś na poziomie.
Szkoda, że tak rzadko próbują... Jakbyście nie wiedzieli, co wymyślić, to pogłaszczcie jakiegoś Kotka... od tego robi się przyjemniej. I Kotkowi, i ludziom...  

środa, 28 marca 2012

Marzec się kończy...

Są w Kocim Życiu różne pory:
Czas Wyciągania Myszy z Nory
jest Czas Na Drzemkę, Czas Zabawy...
Czas Na Poważne Kocie Sprawy,

Bywa Czas pod Psem lub pod rynną
lub Czas na Zabawę dość niewinną
jest Czas Przyjemny, czas do bani...
jest czas dla pięknej Kociej Pani!

Kot niech tę sprawę ma na oku:
marzec jest tylko raz do roku!

Dawno nie mamrotałem do rymu. Ale tak sobie leżę pod kalendarzem i zauważyłem, że kończy się marzec, a ja po całych nocach śpiewałem pod oknami... bo widziałem w jednym z nich kiedyś taką śliczną puchatą kotkę... Ale ile razy śpiewałem dla niej śliczną Kocią Pieśń, to wychodził jakiś ludź i lał we mnie wodą... Ludzie nie znają się na Kociej Muzyce. No i mój marzec wyglądał tak, że śpiewałem i zwiewałem po nocach a w dzień próbowałem spać i mamrotać. A teraz marzec się kończy... co to był za miesiąc :-) No ale kwiecień też ma mnóstwo zalet. Wszystko kwitnie, ptaki głupieją z radości i z zaskoczenia znoszą jajka, myszy chodzą nasłonecznione i otumaniałe a Pufek szczeka... jak to Pufek. Lubię jak przyroda wokół Kotka jest taka niedorozwinięta, bo można leżeć na słońcu i patrzeć, jak się wszystko rozwija. Na przykład mój kolega Świerszczyk Bajetan już się zazielenił...

poniedziałek, 26 marca 2012

Głosujcie na mnie!


No właśnie! startuję w konkursie! Koty rządzą! Głosujcie na mnie!

Biję rekord

Odkąd mam swój samochód - próbuję rozwijać prędkość. Ale ona się ciągle zwija, bo nie mam żelazka... Za to wczoraj udało mi się pobić Rekord. Trochę mi oddał, ale to ja wygrałem!

czwartek, 22 marca 2012

automotokotoklub

Rozmawialiśmy sobie o starych samochodach...
Pani Ania pokazała zdjęcie takiego starego samochodziszcza w muzeum, bardzo ładnego. Miał odkrytą kabinę i koła ze szprychami...
I przypomniał mi się taki stary samochód, którym kiedyś jechałem. Koty czasami lubią jechać samochodem, ale tylko wtedy, kiedy wiedzą, że są w nim najważniejsze...
W każdym razie kiwał się na drodze tak, jakby jechał sto na godzinę... a jechał 50. To była technika! ta sama przyjemność a o ile mniej wysiłku!
Tym samochodem, który pokazała Pani Ania, musiało się jeździć jeszcze lepiej...
No i tak mnie te samochodowości nakręciły, że postanowiłem zbudować swój własny autokotomobil.
I zbudowałem! Z napędem na przód! A jaki mam potężny silnik! I do tego warczy, jak się zezłości!

poniedziałek, 19 marca 2012

Odkrycie epokowo-mamrotkowe

Dokonałem odkrrrrrrycia! Norrrmlnie futro mi się jeży, jak o tym myślę!
Ale od początku... muszę od początku o tym powiedzieć, bo nie wiem, czy mówić, skakać czy mruczeć.
Wszystko się zaczęło od tego obrazu mistrza Leonarda...


Chodziłem sobie po strychach. No, takie moje kocie sprawy do załatwienia. Na strychach  jest mnóstwo starego kurzu i starych rzeczy. A czasem są też nowe wróble i myszy. W każdym razie zobaczyłem coś, co wyglądało na rzecz do upolowania, skoczyłem... i okazało się że to tylko kłębek kurzu a na mnie przewróciła się cała sterta jakichś  obrazów i kartonów. I akurat światło z dziury w dachu zaświeciło na jeden z nich. Aż mi ogon zesztywniał z wrażenia:


Tam była data! O piętnaście minut wcześniejsza niż na "Damie z łasiczką"! Od razu odgadłem, co to oznacza! Leonardo da Vinci zaczął malować najpierw "Damę z Mamrotkiem" ale Kotek się znudził i poszedł... i wtedy pani Cecylia wzięła na ręce coś, co nie miało nic ciekawego do roboty...
Jakby mój przodek chciał wtedy posiedzieć spokojnie...
No cóż, nawet Koty nie mogą wszystkiego przewidzieć.