środa, 29 lutego 2012

Marzec

Gdy marzy mi się marzec
przychodzi mi ochota
dać koncert w środku nocy
na księżyc i na kota.

Usiądę po dwunastej
przed kamienicą cudzą
i tak zamiauczę głośno,
że wszyscy się obudzą.

Ależ to będzie aplauz!
Nagrodzą mnie brawami
i rzucą we mnie kwiaty...
w komplecie... z doniczkami...

Odejdę zostawiając widowni
uczuć burzę...
Wiem, że się podobało.
I jutro to powtórzę!

Marzec to bardzo ważny Koci Miesiąc. Mamy wtedy festiwal - śpiewamy dla kocich dziewczynek. Na kazdym podwórku śpiewamy... jak najpóźniej w nocy, bo wtedy lepiej się rozchodzi głos... no i koty są nocnymi stworzeniami... i jak najlepiej. Nie "jak najładniej". Kot to nie kanarek. Ma być jak najlepiej, żeby wszyscy wiedzieli, kto tu jest najbardziej Kotowaty, bo to jest koci festiwal a nie ludziowy...
Idę ćwiczyć....

wtorek, 21 lutego 2012

Kocie zajęcia

Dzisiaj kręciłem się wokół domów. To dość ważna Kocia Czynność. Ale nie można mylić jej z Kocią Robotą... Kocia Robota to najważniejsze, co może być! Kocia Robota służy do Uspokojenia Świata...
Zauważyliście pewnie, że ludzie czasem biegają jak wariaci... nie wiadomo gdzie i po co... I są od tego biegania zmęczeni, zezłoszczeni i tak dalej. I trzeba im przypomnieć, że nikt tego długo nie wytrzyma, więc powinni o siebie zadbać. No, wiecie, pokazać, co należy... bo ludzie w ogóle nie potrafią sami niczego ważnego wymyślić i najlepiej, jeśli mogą naśladować kogoś mądrzejszego. Pewnie nie raz słyszeliście o tym, że trzeba Cośtam robić jak Ktośtam, bo Ktostam jest mądrzejszy... Tak to mniej więcej działa... i tyle to ludzie potrafią wymyślić. Ale trzeba jeszcze naśladować kogoś Mądrego, a z tym już trudniej... bo trzeba najpierw wiedzieć, kto jest Mądry i co to w ogóle jest ta Mądrość.  
I właśnie o to chodzi z Kocią Robotą:  trzeba ludziom pokazać.

W tym celu potrzebny jest Kot i odpowiednie Miejsce. Kot musi się wygodnie położyć w Miejscu... i z przyjemnością zasnąć. A żeby Kotu zasnął z przyjemnością, to musi Mu być dobrze...
Żeby było dobrze - trzeba się napracować, ale trzeba też w porę zauważyć, że już Jest Dobrze... a ludzie potrafią to tylko do połowy: jak potrafią pracować - to nie pamiętają po co? a jak wypoczywają, to nie mają po czym.
Ludziom potrzebny jest Kot, żeby zauważyli obie połówki. I dlatego Kocia Robota nigdy się nie kończy...
No to ja idę robić Kocią Robotę. Miaaaaau!... Zieeeeeeeeew! Dobranoc.

poniedziałek, 20 lutego 2012

Los Mamroteiros pacandos kaktusos

Strasznie chciało mi się naleśników wczoraj...
Ale wiecie, takich z mięsem. No i położyłem się spać wygodnie w takim wyrzuconym słomkowym kapeluszu... i nie wiem, dlaczego przyśnił mi się Meksyk.
Śniło mi się, że wędruję przez bardzo suche i skaliste góry, omijam kaktusy i jem tortillę z papryką i mięskiem... z sosem... Tortilla to taki meksykański naleśnik nadziewany różnymi dobrymi rzeczami, bardzo smaczny. No i śniło mi się, że mam taki słomkowy kapelusz z półmetrowym rondem. Przez ten kapelusz cały czas szedłem w cieniu, chociaż poza kapeluszem był niesamowity upał. W okolicy było całe mnóstwo kaktusów... a drzew prawie nie było. I trochę się martwiłem, bo mam w Meksyku kilku kuzynów... pumy i jaguary... ale nie wiem, jacy oni są, bo ich nigdy nie spotkałem. A jakby byli niemili - to na kaktus nie ucieknę. Nawet pacnąłem kaktus, żeby sprawdzić. No nie ucieknę na niego, bo kłuje.
I do tego przyplątała mi się piosenka, a właściwie jej refren .

Mamroteiros! Mamroteiros!
Miauczo gauczo kaktusino - Muchas Kotas!
Mamroteiros! Mamroteiros!
Miauczo gauczo kaktusino - Muchas Kotas!
Jaguaros! Kocinaros!
Mexicanas pumas versus Montezumas!

Bo Montezuma to był indiański król Meksyku dawno temu.

Jedno mnie tylko martwi w tym śnie: gauczo to kowboj... ale z Argentyny. Bardzo daleko od Meksyku. A w Meksyku kowboj nazywa się vaquero... Czy ta piosenka oznacza, że będę spał, aż we śnie dojdę do Argentyny?

niedziela, 19 lutego 2012

Kot w worku

W mieście Workuta gdzieś koło wtorrrrrrku
Stary Rosjanin niósł kota w worrrrrku.
A potem usiadł na ławce w parrrrku
i przez ten worrrrrrek drrrrrapał po karrrrku.

i tak siedzieli mrrrrrucząc we wtorrrrek:
w mieście Worrrkuta Rrrrrrrosjanin, kot i worrrek!

Jak widzę gdzieś worek albo torebkę foliową to muszę zaraz wejść do środka. Taka jest natura Kotka, wiecie... No i tak siedziałem sobie w worku i nagle usłyszałem, jak dwóch panów rozmawia ze sobą... i jeden mówi: "Ja kota w worku nie kupuję".  Najpierw poczułem się trochę obrażony. Przecież jak kotu jest dobrze w worku, to znaczy, że Worek podnosi atrakcyjność Kota! Ale potem wysunąłem się troszkę i zajrzałem do książki, którą ktoś glupi wyrzucił... i tam pisało, że "kupowanie kota w worku" to takie przysłowie. Chodzi o to, że ludzie kiedyś kupowali na targu mnóstwo rzeczy do gospodarstwa... Jak ktos chciał hodować świnię, a nie miał prosiąt, to kupował prosiaczka. Takiego różowego... Prosiaczki sprzedawało się w worku, bo one lubią sobie pobiegać a trudno je złapać... i jak się rozbiegną po targu między ludźmi, to koniec! No i często się zdarzało, ze ktoś myślał, że kupuje prosię w worku a kupował kota! W dodatku ten kot uciekał i wracał do swojego domu... bo niby dokąd ma iść Kot?... i ten kupujący nie miał ani prosiaka, ani kota, ani pieniędzy... Tylko worek mu zostawał na pocieszenie...
Jakby był Kotem, to umiałby się cieszyć z worka... ale ludzie nie wiedzą takich ważnych rzeczy...

sobota, 18 lutego 2012

Zasłonienie Kotka!


Zostałem zasłoniony! Słoń Bombi Uszalski powiedział, że chce mieć swój dzień! Wszystko dlatego, że podsłuchał jak rozmawiam ze Świerszczykiem Bajtkiem o Dniu Kota...

Gdy przyjdzie do Ciebie słoń
zwracaj się grzecznie doń
drap czule za uszkiem
poczęstuj jabłuszkiem...
ogólnie zadbaj oń!

Bombi jest słoniem wielofunkcyjnym. Przynosi szczęście, jak trzyma trąbę do góry, a zakupy jak opuści ją na dół...
Ma swoje wady... na przykład na każdym meblu może usiąść tylko raz, zasłania wszystko, przed czym stoi i na raz wypija cały kompot z piwnicy...
Mówią, że Bombi źle zachowuje się w sklepie z porcelaną... To nie prawda! Jest bardzo ostrożny i troskliwy. Tylko porcelana nie umie się zachować i spada na niego ze wszystkich stron. Zamiast narzekać na słonia - trzeba wychować porcelanę.
Poza tym Bombi pięknie gra! Ale nie na trąbie tylko na innych instrumentach. Kto nie słyszał jego koncertu g-moll na harmonijkę ustną - ten po prostu nie wie, co to muzyka...
Właściwie to jest z Uszalskim tylko jeden problem... Nie mogę zaprosić go na przyjęcie, na które przyjdą myszy...

piątek, 17 lutego 2012

Światowy Dzień Kota

Po piątku zazwyczaj wypada sobota...
Sobota powinna należeć do kota!
Lecz jeśli panować ma w życiu porządek
to kotu oddajmy sobotę i piątek.
Pośpieszne działania są dziś diabła warte...
Na przygotowanie - oddajmy mu czwartek.
W te święta wysiłku potrzeba zbyt wiele...
Niech potem odpocznie... na przykład w niedzielę.
Niedziele naprawdę bywają wspaniałe,
lecz po nich niestety jest poniedziałek.
A wtedy to każdy okropnie się czuje.
No... daj poniedziałek. Kotkowi żałujesz?
Kot pracy ma mnóstwo - powiedzmy, że worek.
By pomóc w tej pracy, poświęćmy mu wtorek.
Przez wtorek drapiemy mu brzuszek i brodę...
A głowę i łapki - we środę.
Pozbądźmy się złudzeń i nędznych przywidzeń:
Dzień Kota powinien trwać tydzień.
Co tydzień.

Dzisiaj jest bardzo ważny dzień... Od rana biegam tam i z powrotem a potem w przeciwnym kierunku, bo jestem kotem... To znaczy: nie myślcie sobie, że goniłem swój ogon. Po prostu dzisiaj jest najważniejsze święto, jakie można obchodzić: Dzień Kota. No i musiałem się pokazywać w Różnych Ważnych Miejscach... Przebiegałem ludziom drogę, zaglądałem do sklepów i uroczyście zatwierdzałem nowo otwarte śmietniki. Na inne rzeczy brakło mi czasu. Byłem bardzo zajęty i aż nie miałem kiedy zjeść... Ludzie są trochę dziwni. Wymyślają Kocie Święto ale nie wpadną na to, żeby kota nakarmić. Przecież w taki dzień powinna być wszędzie miseczka mleczka dla kociastych i jakiś wygodny miekki fotel, żeby można było pomruczeć przez sen. A tu nic! Tak, że byłem bardzo zmęczony po tych wszystkich wystapieniach i do tego głodny... A kiedy wróciłem wreszcie do domu, to Myszy czekały na mnie z tortem! Kochane są. Zrobiły mi własne święto a tort był dwuczęściowy: dla nich z sera a dla mnie z rybek... żebyśmy mogli razem zjeść!

czwartek, 16 lutego 2012

KoTłusty CzwarteKotek


Jakby tak jeszcze ktoś podrapał mnie po brzuszku... Wiecie, tak na lepsze trawienie....

Raz do roku mam na oku
smaczki, co są wiele warte...
Raz do roku zjadam pączki.
Raz a dużo. W Tłusty Czwartek.
Biorę pączki w kocie rączki
i wypełniam swój żołądek.
Z przejedzenia ledwie dyszę:
KIEDY WRESZCIE BĘDZIE PIĄTEK?!

Tłusty czwartek to taki specjalny dzień. Razem z Myszami robimy sobie mamroczącą imprezę. Każdy może się przyłączyć, nawet, jak nie jest myszą ani kotem...
To taka tradycja. Kiedyś nie było lodówek... to znaczy ja też nie mam lodówki, ale mieszkam tak jakby w lodówce, bo jest zimno. Ale kiedyś ludzie też nie mieli lodówek... chyba, że za oknem i tylko przez częśc roku. W każdym razie wtedy jedli to, co akurat mieli, bo sklepów też nie było. Mięso jedli w zimie, bo się nie psuło, było im zimno i mieli sporo wolnego czasu, jak śnieg pole przysypał. A jak już zjedli prawie wszystko, to na smalcu, który zostawał,  smażyli pączki... Dlatego to się nazywa: Ostatki. Albo Tłusty Czwartek, czyli taka imprezka na cześć jedzenia dobrych rzeczy aż do końca żołądka.
Tak sobie gadam, bo jest południe i już się objadłem do pełna... Myszy leżą takie grube jak piłki do tenisa... i nie chce się im odzywać. Tylko sapią...

wtorek, 14 lutego 2012

Kochać Kotka!

Dzisiaj nie mamroczę do rymu.
Dzisiaj jest dzień zakochanych... ale nie wszędzie, tylko w Ameryce i Anglii. Właściwie to powinno się tylko pisać listy do ukochanej ale Pies Pufek biega jak głupi i macha ogonem...  tylko patrzy, komu by tu wyznać miłość i w oczy patrzeć. 
Niech go Święty Walenty ma w swojej opiece. Psy nie są zbyt rozsądne a jak coś je ucieszy to całkiem tracą rozum. Pufek ma więcej radości niż zębów, zębów więcej niż ogona, ogona więcej niż rozumu a rozumu bardzo malutko.
Ale i tak go lubię bo to fajny kumpel.
Z okazji Walentynek myszy biegają zakochane. Zwyczajnie chodzą sobie tu i tam, szukają sera albo czegoś do jedzenia... a dzisiaj nic, tylko dają sobie serowe serca i wygryzają wierszyki miłosne gdzie popadnie...
A ja tu nie widze kocich dziewczynek.
No i kto będzie kochał Kotka?

poniedziałek, 13 lutego 2012

Złość piękności szkodzi

Proszę moich drogich gości!
Dziś opowiem Wam o złości...
Wiedzą starzy, wiedzą młodzi
że na piękność złość nam szkodzi.
Trzeba siły zebrać razem,
by powstrzymać tę zarazę!
A ja mam sposobów tysiąc -
są skuteczne, mogę przysiąc!
Czy to wiosna czy też jesień:
ZŁOŚĆ MNIE NIGDY NIE PONIESIE!
A, że mam przyjaciół wielu
chętnie nimi się podzielę
i wyłożę je na ławkę....

Psiakość! kto mi wziął ściągawkę!?

Rozmawiałem ze Świerszczykiem  i w "Świerszczyku" zamieściliśmy wynik moich badań nad złością. Okazało się, że czasem po prostu trzeba się wyzłościć do końca - to pomaga.

niedziela, 12 lutego 2012

Chatka dla kotka

Mamrotkowy Instytut Naukowy przeprowadził ostatnio serię eksperymentów na pudełkach.
Zauważyliście, że jeśli postawi się tekturowe pudełko obok kota, to on tam zaraz wejdzie i nie chce wyjść?
Chciałem zobaczyć, dlaczego tak się dzieje...
To znaczy, JA wiem, dlaczego ja wchodzę do pudełek. Ale czemu robią to wszystkie koty?
Akurat koło mojego śmietnika ktoś wyrzucił takie fajne pudełko, więc pomyślałem, że zrobię próbę: postawię pudełko w kącie, poczekam, aż jakiś inny kot wejdzie i go wypytam.  A potem wypytam następnego... i następnego... no i w końcu zbiorę Materiał Naukowy.
Wiecie, co to jest materiał naukowy? Nie? A widzieliście jakiegoś profesora w laboratorium? On tam robi Naukowe Rzeczy i jest ubrany w naukowe ubranie. No i to ubranie jest właśnie z materiału naukowego. W taki Materiał Naukowy można się calkiem wygodnie zawinąć.
No i miałem wypytywać koty, które zajrzą do mojego pudełka... i czekałem. Ale to pudełko było takie puste... i takie, wiecie, rozmiarowo kocie... ale bez kota w środku... że w końcu sam tam wlazłem. Fajnie było! A Nauka może przeciez chwilę poczekać...

piątek, 10 lutego 2012

Kurczaki

Ostatnio było tak zimno, że aż mi się ogon skurczył. Ale teraz już się ociepliło... jest tylko -15 stopni. No i tak siedzę sobie w tym ciepełku i zastanawiam nad kurczeniem. To takie dziwne...
Są kurczaki. Ale one się nie kurczą, tylko rosną. I wyrastają z nich kury albo koguty... To czemu nie nazywają się kurzaki albo koguciaki?
A jak nazywają się kurczaki, to powinno być na odwrót: kury i koguty powinny się kurczyć, żeby był z nich kurczak.
To by było logiczne...
Normalnie, nie mogę się nadziwić, jak to wszystko jest urządzone: coś się nazywa w jeden sposób a działa w drugi.
Dobrze, że na świecie oprócz kurczaków są słonie. One mogą zasłonić, co trzeba i to ma sens.

środa, 8 lutego 2012

Zimno w kotka!

Mówią, że temperatura spadła... pewnie próbowała się rozgrzać, tak jak ja, i spadła z cegły...
Ale od palenia śmieci nie robi się cieplej, tylko zalatuje nieprzyjemnie...
Aż mi się paski skurczyły od mrozu.
Wiecie, że jak się przedmioty ogrzewa, to one się rozszerzają a jak się chłodzi - to kurczą?
Ciekawe czy kurczaki pochodzą od takiego kurczenia...
A jakby tak mnie rozgrzać... czy rozszerzę sie wzdłuż, czy w poprzek?
To znaczy: stanę się kocim jamnikiem czy kocią kulką?
Jak macie gdzieś pod ręką kotka, to spróbujcie go ogrzać pod swetrem i powiedzcie mi, jak się rozszerzył!
W ogóle to jest sporo dobrych sposobów na rozszerzanie kotka. Można go ogrzewać pod swetrem albo kołderką... można go nakarmić... Jak się kotka przytuli, to też robi się krótki i szeroki...
W każdym razie nie należy chłodzić kotków. To nieprawda, że chłodzenie kotka pozwala go lepiej przechowywać. Ten, co tak myśli powinien zamknąć się w lodówce!

poniedziałek, 6 lutego 2012

Dzień Pizzy

Dowiedziałem się, że mamy Światowy Dzień Pizzy. To pewnie dlatego tyle pizzy ląduje obok mojego mieszkania.
Wiedzieliście, że pizzę wymyśliły żony rybaków z Neapolu?
Rybacy wypływali do pracy w nocy, pracowali ciężko i byli bardzo głodni... Dlatego ich żony przygotowywały placek z drożdżowego ciasta, smarowały oliwą, posypywały ziołami, dodawały na wierzch to, co akurat miały w kuchni oraz trochę sera  i czekały...
Kiedy zobaczyły, że łodzie ich mężów już widać w pobliżu - biegły do piekarza, który szybko wrzucał gotowe placki do bardzo nagrzanego pieca. A kiedy rybacy wyciagnęli łódź na brzeg - dostawali od żony buziaka i gorącą, pachnącą pizzę...
A w 1889 Neapolitański port odwiedziła królowa Małogorzata Sabaudzka, której bardzo zasmakowało takie zwykłe jedzenie jej poddanych... i na jej cześć najprostszą pizzę nazywa się Margeritą.
A teraz czas coś zjeść, zanim myszy mi wszystko obgryzą.

niedziela, 5 lutego 2012

Otwieramy coś nowego!

Czy piąteczek, czy sobotka
każdy potrzebuje Kotka...
Czy bez formy czy bez treści
Kotek wszędzie się pomieści...

Otwieram Specjalne Miejsce Do Mamrotania.
Kto powiedział, że kotki mają być grzeczne?
Kto w ogóle coś wie na temat Kotków?
Bycie Kotem to coś bardzo ważnego...
Kot chodzi swoimi drogami... ale nie znaczy, że to są złe drogi. Drogę oceniamy po tym, dokąd i jak nas doprowadzi.
Najważniejsze, żeby dojść do czegoś dobrego i z dobrymi przyjaciółmi.

Na przykład moimi przyjaciółmi są myszy i Pies Pufek. No i nie tylko oni... Jest jeszcze taki jeden Świerszczyk... Słoń... Wrona... Miś... i wielu innych. Właściwie, to każdy porządny Kotek potrzebuje tylu przyjaciół, ilu tylko znajdzie.
Przyjaciele to nie skarpetki - nie muszą kolorem pasować do spodni, byle się z nimi dobrze Mamrotało.
A co to znaczy Mamrotanie?
Normalnie to wiecie... takie gadanie pod nosem, żeby nikt nie zrozumiał...
Ale oprócz mamrotania pod nosem jest jeszcze Mamrotanie ze mną, znaczy: Mamrotkiem...
A jak sobie razem pomamroczemy, to zobaczycie, o co chodzi.