wtorek, 29 maja 2012

Lataj Kotem!

Gdyby szprotki miały wrotki...
jak łapały by je Kotki?

Gdyby sokół siadł na cokół...
siadłyby gołębie wokół?

Gdyby łąkę ktoś zespawał...
jak wyrosłaby tam trawa?

Gdy lotokot straci polot...
czy zamieni się w samolot?

Tyle pytań w głowie rankiem...
chyba pójdę na śmietankę.
Kiedy nas myślenie boli -
czas na drzemkę. I smakołyk.

Obudziłem się dzisiaj... raniutko, tak około południa. Coś ćwierkało, gruchało, gołębie się umawiały na jakieś ptasie wyprawy. Wiecie, że gołębie lubią się bawić w wojnę? Udają, że są bombowcami i robię kupę do celu! Nie lubię gołębi.
W każdym razie w tym słońcu nagrzała się pokrywka od kubła, na którym spałem i zacząłem się zastanawiać nad Różnymi Rzeczami. I zobaczyłem dzięcioła. One ostatnio przenoszą się do miasta. I jastrzębie też!
I tak zastanowiłem się: jakim cudem dzięcioł wykuwa w drewnie dziury dziobem? Przecież dziób ma przymocowany do głowy, to tak, jakby walił głową o pień. A on stuka i wsuwa robaki. Poszedłem na drzewo, żeby to zbadać. Wlazłem na gałąź i palnąłem głową... myślałem, że zobaczę, jak robaki wychodzą, ale zobaczyłem gwiazdy. Normalnie jakbym był w jakimś obserwatorium astronomicznym! Ale zaraz znikły i tylko guz mi wyrósł na czole.
Dzięcioł to ma chyba ten dziób na sprężynach albo resorach z samochodu...

poniedziałek, 28 maja 2012

Zlewam w zlew...

Myślał Kotek o czymś nowym
siedząc w pudle kartonowym
Przyszedł lew by wypić krew,
lecz wystraszył go Pan Zlew.

Kotek w zlewie z lewej strony
troszkę zmoczył swój ogonek.
No i teraz jest ciekawy
czy wysuszy ogon z prawej?

Zastanawiam się jak to jest z kotkiem i wodą. No bo w zasadzie my nie lubimy się moczyć. Marzniemy od tego. Ale mój kumpel Farel robił się taki ładny i puchaty jak go trochę deszcz zwilżył, a Kinia lubi siedzieć w umywalce i odkręcać na siebie wodę z kranu... ale wtedy tylko głowę podstawia a łapki to już moczy niechcąco... A znałem też takiego Kotka, który lubił pływać w wannie, ale musiał mieć ciepłą wodę.
No bo jeśli chodzi o samo mycie, to najlepszy jest koci język. Jakby ludzie się wylizywali, to od razu wszędzie by ładniej pachniało.
No to może chodzi o to, że Kotek się lubi popluskać, jak ma do tego odpowiedni LUKSUS...
A co to znaczy, to wie tylko Kotek, więc nie wrzucajcie Go do wody, tylko dlatego, że sami powinniście się umyć.
A w ogóle to najlepiej jest w pudełku. Ile razy wejdę do pudełka, to tyle cennych myśli mi przychodzi do glowy, że muszę się z nimi przespać.
I wtedy odkrywam różne skomplikowane Prawa, na przykład PrawA Kociego Kształtu:
1. KOTEK MA KSZTAŁT POJEMNIKA, DO KTÓREGO WLEZIE.
2. KOTEK ZMIEŚCI SIĘ W KAŻDYM PUDEŁKU, W JAKIM MA OCHOTĘ POSIEDZIEĆ
3. POJEMNOŚĆ PRZESTRZENI ZALEZY OD CHĘCI KOTA

Dobrze jest być Kocim Fizykiem. Takim Einsteinem... chociaż Kotek jest taki mądry, że powinien się nazywac Zweistein albo Dreistein. Einstein jest dla ludziów.

piątek, 25 maja 2012

Ja pacze i myślę!

Czy wieloryb ma coś do ryb?
Czy kret miewa coś na oku?
Co gołębie międlą w gębie?
Czemu boczek rośnie z boku?
Jakie figle lubi beagle?
Kiedy żaba bywa słaba?
To są, proszę drogich gości,
w Kociej TV wiadomości!

Leżę sobie i leżę... i leżę... a jak już za dużo tego leżenia to leżę dalej, bo i tak nie mam nic do roboty.
Leżałem na parapecie i oglądałem telewizor przez okno.
Bardzo ciekawy. Taki relaksujący i w ogóle. Wcale się nie dziwię, że ludzie tyle czasu przed nim siedzą. Można naprawdę się odprężyć. Tylko chyba im się zepsuł, bo od ich strony coś migało i świeciło. No ale na szczęście im nie przeszkadzała ta awaria. Luzaki.

A ja postanowiłem zająć się poważną działalnością filozoficzną. Bo na świecie jest mnóstwo pytań! I nikt nie wie, jak szukać odpowiedzi, a filozofia zajmuje się właśnie takimi przypadkami...
No to ja zostałem filozofem: położyłem się wygodnie na plecach, wystawiłem brzuch do słońca, zacząłem na niego patrzeć i mruczeć. To dobra pozycja, żeby uwolnić KociUmysł od drobnych problemów i skupić się na Czymś Ważnym. Na przykład na Drzemce. A jak się obudziłem, to odkryłem Pierwsze Prawo Kociego Brzucha: brzuszek delikatnie smerany wydaje przyjemne mruczenie.
To bardzo ważne odkrycie! Bo jak się nie smera to brzuszek burczy i w ogóle jest kiepsko.

No a teraz pozostaje drugie poważne pytanie: kto ma smerać? Jak go znaleźć?
Nie wiedziałem, że odpowiedź przynosi kolejne pytania...
Ta cała filozofia to norrrrrrrrmalnie szalona przygoda!

środa, 16 maja 2012

Co widać?

Uczę się patrzeć przez lunetę. Poważna sprawa! Najpierw nic nie widziałem. Poszedłem do sklepu z reklamacją... Powiedzieli mi, że luneta jest w porządku, ale lepiej widać, jak się zamknie jedno oko. Wiedziałem o tym i im zademonstrowałem. Okazało się, że zamykam to oko, do którego ją przykładam.
Ale to i tak nic wielkiego, bo są tacy, którzy zamykają jedno i drugie oko, jak biorą lunetę albo teleskop. Może powinni używać lornetki?
A można też patrzeć przez drugą stronę lunety. Wtedy wszystko się oddala! I to jest sposób. Jesli nas goni pies, to patrzymy odwrotnie i pies jest daleko. A jesli sięgamy do kanapek z tuńczykiem, to przez lunetę sobie przybliżamy... i jest na wyciagnięcie ręki.
Chociaż z tym też trzeba uważać. Bo jak pies nie wie, że go oddalamy lunetą, to i tak nas pogryzie. A kanapki w ogóle nic nie rozumieją i dlatego nie da się jeść ich przez lunetę. A jak się patrzy przez dwie lunety w dwóch różnych kieruunkach, TO CO?