środa, 13 czerwca 2012

Gramy!

Wczoraj wieczorem leżałem sobie przed zakładem fryzjerskim. Nagle: hałas! Jakiś pan w biało-czerwonej koszulce wpada do fryzjera i krzyczy: Gol! A fryzjer łaps go za ramiona, wciska w fotel i maszynką goli głowę na zero... i to nie odrywając wzroku od telewizora.
To dlatego na ulicach widze tylu krótko ostrzyżonych panów...
Myślę, że to fajnie jest tak od czasu do czasu pograć w coś. Jak byłem mały to grałem w hokeja na betonie... grało się czym popadnie: papierkami, patyczkami, raz nawet zagraliśmy jajkiem, ale przyleciała wrona i je zabrała...
Piłką nie graliśmy, bo ciężko grać czymś, co jest większe od Kotka.
Ale teraz bym mógł, bo już jestem trochę większy od piłki. Tylko w co tu grać?
W psiatkówkę mógłbym grać z Pufkiem.
W piłkę do metalu nie gram, bo za bardzo zgrzyta.
W piłkę motorową też nie - dygocze i jest za głośna.
W piłkę wodną zagrałbym chętnie z rybkami ale ja bym grał na lądzie, bo nie chcę się zmoczyć. Lubię rybki.
W piłkę zręczną to w zasadzie mogę z każdym wygrywać... bo jestem najzręczniejszy. To trochę nudne.
W kocikówkę właściwie z każdym kotem.
W piłkę z rożna chyba tylko z panami z grilla... jak tam u nich pachnie... Zagram po obiedzie.

2 komentarze:

  1. Słuchaj ja na twoim miejscu zagrałabym w piłkę balonówę, wiesz jaka frajda!?Krystyna Leśniewska

    OdpowiedzUsuń
  2. Właśnie spróbowałem. Faktycznie... Tylko zużywam dużo balonów na raz... Ale za to mój sąsiad-żółnierz zabarykadował się w domu i zaczął przez radio wzywać posiłki, bo myślał, że te huki to wojna. I przyleciał helikopter i panowie go wynieśli na noszach...
    Szkoda, że mi się balony skończyły.
    Może pójdę do parku... tam był taki pan z balonami...

    OdpowiedzUsuń