sobota, 14 lutego 2015

Znowu jestem!

Kacper i Wujek Piotrek zadzwonili do mnie, że książka już jest. Ktoś mógłby spytać, jaki mam numer telefonu? A nie mam. Do mnie się dzwoni delikatnie pukając  w rynnę albo rurę. Jeśli jestem na dachu albo w piwnicy, to zapytam o co chodzi. A jak mnie nie ma to nie zapytam.
W sumie to takie ludzkie powiedzenie: o coś chodzi. Przecież chodzi się po coś a nie o coś... a najczęściej chodzi się po nic. Ale miałem mówić o książce. No, podyktowałem im tę książkę a oni podali siebie jako autorów i kręcą coś, że ja nie pisałem ani nie malowałem. Jak im zamaluję...
A kto przeżył te wszystkie przygody? Beze mnie się wydarzyły? Zresztą... nie ważne. I ja i oni... wszyscy wiemy, kto jest w tej książce najważniejszy, a kto tylko nastawiał ucha i machał piórkiem pod dyktando. 
Ważne, że książka wyszła. 
A ja teraz dopiero zauważyłem, że nie mówię nic o tej książeczce, znaczy: nie wspomniałem, o czym ona jest? To znaczy: o mnie ale przecież nie da się powiedzieć wszystkiego o Kocie.
To taki mój rocznik, to znaczy: mamrocznik. Przemamrotałem przez rynnę fragmenty Kociej Kroniki, po garści przygód na każdy miesiąc. Nie było tego dużo, bo przecież musiałem też przeżywać jakieś nowe przygody. Jak będę stary, to zajmę się tylko opowiadaniem o sobie. A na razie mam mnóstwo innych zajęć. Na przykład: muszę trochę poleżeć, bo idzie wiosna.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz